Form submitted successfully, thank you.

Error submitting form, please try again.

BIG BROTHERS SHOW, czyli Canon EOS R5 i RF 28-70 f/2 – subiektywna recenzja gęsto ilustrowana

Witajcie!

Wszystko lub nic nie mówiący przymiotnik niestopniowalny „HYBRYDOWY” zrobił w ostatnich latach furrorę.
Mamy hybrydowe auta, aparaty fotograficzne, manicure’y a nawet konflikty międzynarodowe.

W tym trendzie porwę się na hybrydowy wyczyn: w quasi recenzji eosa R5 i obiektywu 28-70 umieszczę obszerny wpis zdjęciowy, ponieważ wydaje mi się, że taka formuła: bazująca nie na przykładach pojedynczych a obszernie ilustrowana efektami wykorzystania omawianego sprzętu podczas całodziennego reportażu, da ogląd znacznie pełniejszy.

Z kolei zamiast zasypywać Was wycinkami, cropami i uniesieniami własnymi, na końcu tekstu znajdziecie link z paczką plików CR3 do rozczulania się samodzielnego.

To będzie tekst bardziej zwarty od ostatniego wpisu, przynajmniej w części – nomen omen – tekstowej.

Sprzęt do działań wypożyczyła mi firma Canon:

R5 był pewniakiem do wzruszeń i oczarowań.

28-70  miał rozczarować i dać paliwo do kwiecistych persyflaży, bo duży jak słoik po małosolnych, bo ciężki jak prawa Francisa Ngannou, bo gdzie mu tam optycznie do stałek.
No i cena, dla której nie znajduję zabawnych porównań, a jedynie smutne.

W niniejszym materiale publikuję pierwszy reportaż zrobiony po powrocie do Canona i jednocześnie pierwszy materiał, jaki zrobiłem
od A do Z jednym systemem bodaj od 2010 roku.
Sony i Nikon poszły tego dnia w odstawkę.

Korzystałem z zestawu R5 + R6 i obiektywów:

35L II 1.4
50 1.2 RF
85 1.2 L II
28-70 2 RF
voigtlander 40mm 1.4 sc

W części z błyskiem pracowałem z lampami YN (do nikona).


28-70

Nie lubię zoomów.
Z kilku względów. Światło, gabaryt, brak wypracowanych paradygmatów w ocenie obszerności sceny (w mojej głowie), to kilka najważniejszych.
Pakując się miałem przez chwilę pokusę, żeby 28-70 zostawić w domu. A jednak zabrałem i zrobiłem nim… 72% wszystkich zdjęć.Ogromną większość, a po 35L sięgnąłem dopiero w części nocnej, na tarasie, gdzie kombinacja F2 i iso 12800 mogła być już ryzykowna przy harcach, jakich byłem tam świadkiem. Zooma uzupełniałem 50 1.2 zapiętym na R6. Sporadycznie (ok 5 zdjęć w materiale) sięgałem po 85L II.
Dla jego oczywistych zalet.

Napisałem we wstępie do tego akapitu, że nie lubię zoomów.
Sorry, nie lubiłem do tamtego dnia.

Gdybym miał w stylu portali branżowych poddać 28-70 f2 RF chłodnej analizie i po wojskowemu wypunktować jego zalety i wady, zrobiłbym to tak:

ZALETY:

– znakomicie ostry od pełnego otworu (f2)
– świetna geometria obrazka
– piękne, wysycone kolory i rewelacyjne mikrokontrasty
– rewelacyjna plastyka obrazu, absolutnie porównywalna do topowych stałek L (!!)
– szybki i precyzyjny AF
– unikatowa kombinacja zakresu i światła

WADY (nie zaskakują):

– duży
– ciężki
– drogi

Z punktu widzenia ergonomii pracy: zastąpiłem zestawem R5 + 28-70 i R6 + 50 1.2 (incydentalnie sięgając po 35 1.4 I 85 1.2) zestaw 3x a9 z 35 – 50 – 85.
Czy bilans w kontekście gramażu całości jest korzystny? – można porachować we własnym zakresie. Bilans w kontekście swobody pracy, dynamiki budowania kolejnych scen, znajdywania się w sytuacji akcja-reakcja (!!) był dla mnie samego zaskoczeniem.

Tak wyglądają bohaterowie niniejszego tekstu w moich dłoniach:

fot. Andrzej Fryda


RF 28-70 – a komu to potrzebne?

Każda zmiana sprzętowa może mieć 2 motoryki:

– będę robił to co dotychczas, ale łatwiej
– będę robił coś nowego, zmiana wnosi w moje zasoby nową jakość

28-70 wpisuje się w obie powyższe intuicje; poza tym, że jest szybko i optycznie świetnie, dostaję 28 mm, o znakomitej geometrii, ogniskową, której dotąd unikałem i która podobała mi się jedynie w Leice Q – nie tylko w kontekście pola obrazowania, ale właśnie szlachetności obrazu, pozycjonowania planów, wiarygodności/kulturze obrazka i jego plastyce.

Upraszając: zyskuję właściwie cztery obiektywy w jednym: 28-35-50-70.
I to z w większości sytuacji wystarczającym światłem F2.
Zachorowałem na niego.
(Do sprzedania Yaris, rocznik 2011, mamy tu chętnych? Czerwony, a jakże! ;{))

EOS R5 jako narzędzie i w porównaniu do R6.

Eos R5 ma użytkowo taki sam AF jak R6, nie zauważam żadnych różnic.
Nie widzę też różnic w kontekście szybkości działania, ergonomii pracy.
A wszystko co uznałem za ważne z perspektywy użytkowania R6 opisałem TUTAJ i właściwie mógłbym to przepisać także i tu.

AF jest fenomenalny.

Ergonomia i responsywność znakomita.

Wizjer i LCD w R5 są jeszcze lepsze – wyraźnie, choć to, co oferuje R6 uważam za absolutnie wystraczające a samo w sobie świetne – na pewno jednak dla miłośników manualnych szkieł lub manualnego ostrzenia wizjer R5tki będzie ogromną zaletą.

Pod TYM adresem możecie porównać „fizjonomię” obu korpusów:
https://j.mp/2ZjrNl0

Na górze korpusu znajduje się dodatkowy wyświetlacz, który mi osobiście nie jest potrzebny do szczęścia.

Bateria: mimo wizjera o większej rozdzielczości byłem w stanie zrobić R5tką około 15% zdjęć więcej, niż R6.

Aparaty wielkościowo są właściwie identyczne, ale trudno nie odnieść wrażenia, że R5 jest zbudowany solidniej, z lepszych materiałów, jest też nieco cięższy.

Jego migawka jest przewidziana na 500 000 cykli, zaś R6tki, jak deklaruje producent, na 300k.

Migawka elektroniczna R5tki jest lepsza od tej z R6, da się złapać pasy w ledach (da się także a9, choć elektroniczna z a9 jest bezkonkurencyjna), ale zakładam, że w 8 na 10 kościołów będzie można swobodnie pracować „na cichej”.

Zasadnicza różnica dotyczy oczywiście ilości megapikseli: R6 przy pełnoklatkowym sensorze ma niewiele ponad 20 mpix, zaś R5 zawrotne 45.

Naturalnie, choć na papierze robi to wrażenie, obrazek z R5 nie jest ponad dwukrotnie większy od tego z R6, ma rozdzielczość maksymalną 8192×5464 podczas gdy sensor mniejszego brata rejestruje obrazy o rozdzielczości 5472×3648.

To jest zaleta.
I jest to wada, a przynajmniej tak zakładałem.

Zaleta, bo ilość detalu, jaki generuje ta matryca jest nieprawdopodobna, a także – choć osobiście nie kadruję zbyt często – dostajemy duży zapas do ew. zawężania kadru.

 

i wycinek 100% z powyższej klatki, całość poddana jedynie wywołaniu w C1, bez korekt ostrości:

A wada, bo spodziewałem się plików o gargantuicznych gabarytach, a przy tym szumiących na wysokich czułościach jak Atlantyk.

„Rozczarowałem się” – w genialnej opcji skompresowanego CR3, czyli C-Raw pliki o pełnej rozdzielczości, w zależności od rejestrowanej sceny, ważą od 17 do 23 mb.
Tyle, co skompresowane pliki ARW z a9, a często mniej.

Dzieje się to być może jakimś kosztem, ale przy próbach porównania nie zauważam nie tylko istotnych różnic, co nie widzę żadnych.
Chapeau bas i to max!

Obrazek jest wspaniały, kolory najlepsze, jakie widziałem prosto z aparatu. A skintony? Palce lizać!

W pierwszym wrażeniu czułości nie są tak fenomenalne jak w R6, 1 do 1, ale po przeskalowaniu pliku do 20 mpix otrzymujemy obrazek o podobnej jakości.
(w paczce są pliki z wysokim iso, zobaczcie sami).

R5 ma jeszcze jedną zaletę, względem R6. Na jego matrycy zdecydowanie lepiej rysują „stare” Lki, zwłaszcza 50 i 85 L.
Obraz jest cholernie ostry już od 1.2 i bardzo plastyczny.

Co być może dla niektórych osób istotne: aparaty mają absolutnie to samo DNA kolorystyczne, ich „spasowanie: jest banalnie łatwe, a wyjściowo R5 generuje obraz minimalnie cieplejszy.

Koszta materialne, koszta psychiczne

Czy zamiana 5d3, 5d4, a nawet eosa R na R6 to duży skok? Tak, to pod wieloma względami przepaść.
Czy rozważanie R5tki zamiast R6 ma sens? Nie wiem. Ból ew. zakupu R5tki pogłębia cena kart CFexpress.

R6 wydawał mi się aparatem kompletnym. Wołem roboczym na lata: szybkim, skutecznym, generuje świetny kolor, a pliki są gęste i nieduże (on także ma C-Raw), z niezwykle czystymi wysokimi czułościami.
A R5? Cóż, wydaje się jeszcze lepszy jako narzędzie.

Poteoretyzujmy – mam nieograniczone środki (niech mnie nikt nie budzi) i wybieram:

R5 vs R6 – wybieram R5.
2 x R6 vs R5 – wybieram 2 x R6.
2 x R6 vs R5+R – tu pojawia się pytanie czy do zestawu nr 2 mógłbym dobrać 28-70? ;{)

Ktoś nadąża? Czy ja sam nadążam?
Na szczęście marzenia nic nie kosztują, Adam wstawaj!

TUTAJ możecie pobrać RAWy. Enjoy!

Dzięki tym, którzy dotrwali aż tutaj.
Zapraszam do części zdjęciowej.
Duży obiektyw, niemała matryca, więc i wpis spory.
H&J i ich kameralne przyjęcie, 20 osób w 220 zdjęciach.

a.

 























































































































































































































24 listopada 2020 - 13:34 Konrad Hudaś - Super reportaż. Pięknie Adam :)

24 listopada 2020 - 14:47 Łukasz Przyjemski - To jest obłędne! Reportaż oraz recenzja zrobione z pietyzmem. Każda linijka tekstu i każde kolejne zdjęcie zachęcają do dalszego scrollowania z jeszcze większymi wypiekami na twarzy. Mistrzostwo w najczystszej postaci :-)

24 listopada 2020 - 15:21 Patryk - Piękny materiał, zaskakujący jak zawsze. Mistrz. Toast ręki butelką i nogi - wyborny.

24 listopada 2020 - 17:24 Piotr Hołowienko - Coraz bardziej mnie te Canona kuszą! Dzięki za recenzję i super reportaż!

24 listopada 2020 - 18:57 Łukasz Pęksyk - Tu nie ma co komentować, trzeba bić brawo :)

25 listopada 2020 - 20:36 Jacek - Hej Adam, chcę się przesiąść z lustrzanek na Sony lub Canona. Czy myślisz, że wykonanie pełnego reportażu ślubnego obiektywem 28-70 f2 jest dobrym pomysłem? Bardzo kusi mnie wizja używania tylko jednego body z jednym obiektywem :D

25 listopada 2020 - 20:40 adam - Czołem Jacku, zabierać jedno body i jeden obiektyw bym się bał, zapas niezbędny. Ale już jeśli pytasz, czy to jest wykonalne, to tak, absolutnie zestawem: R6/R5/R + 28-70 da się zrobić wszystko od a do z i drugiego takiego szkła nie znam. ja z Sony zrezygnowałem właśnie dla R6.

28 listopada 2020 - 12:30 Waldek - Piękne zdjęcia, klimat jak na nich panuje jest nie do opisania. Czuję się oglądając ten reportaż jak bym tam był obecny i przeżywał to wszystko z gośćmi. Wielkie brawa.

1 grudnia 2020 - 12:07 Mariusz Wrona - Genialne zdjęcia Adam.. jak zawsze, ale i jak zawsze są wyjątkowo oryginalne :) A przede wszystkim z 20 osób zrobić tak urozmaicony i wciągający materiał to już cudotwórstwo kompletne. Tony akcji, kilogramy dynamitu, a i melodia cały czas.. no i kolory przewspaniałe, tak prawdziwe w tych czasach można rzec, przyjemność wprost na oczy.

3 grudnia 2020 - 12:03 Paweł Słowik - Rewelacyjny reportaż. Ogląda się go jak jakieś dzieło w galerii sztuki :) Uwielbiam twój sposób widzenia.

3 grudnia 2020 - 18:01 Michał - Bardzo wartościowy wpis. Super recenzja, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem zostając z Canonem Pozdrawiam

5 grudnia 2020 - 12:55 Tomasz Pączek - Mistrzu Ty mój ! Od dawna... jak zawsze, zaiste filmowe obrazy !

9 grudnia 2020 - 10:49 Marek Podolczyński - Adam Wielki.

11 grudnia 2020 - 21:36 Krzysztof Orłowski - Pięknie, z klasą i wyczuciem. Ogląda się jakby się tam było ...

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

*

*